fot. Muzeum Manggha

2018

Jerzy Owsiak

Decyzją kapituły, pierwszym laureatem Nagrody został Jerzy Owsiak, prezes i spiritus movens Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Fundacja WOŚP bezspornie przyczyniła się do podwyższenia standardów diagnostycznych i leczniczych w dziecięcej medycynie zabiegowej. Niezwykłe wrażenie robi opublikowana na oficjalnej stronie Fundacji lista kilkuset miejscowości, do których szpitali, przychodni, poradni i zakładów diagnostyki, został przekazany sprzęt. Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy charakteryzuje też całkowita transparentność ekonomiczna.

Ale efekt działania Fundacji to nie wyłącznie materialna pomoc dla, wciąż borykających się z problemami finansowymi, polskich szpitali. To także wielka mobilizacja społeczna skierowana ku tym, którzy najbardziej tego potrzebują – dzieciom i (od kilku edycji) seniorom. Zgodnie z oficjalnymi informacjami w ciągu minionych 28 Finałów Orkiestry, zebrała ona i wydała na wsparcie polskiej medycyny ponad 1,2 mld złotych.

Nie byłoby sukcesu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, gdyby nie jej lider – Jerzy Owsiak. Mimo że zawsze podkreśla kolektywny wymiar prac, których efektem są coraz wyższe kwoty zbierane podczas kolejnych Finałów, to właśnie jego charyzma i energia sprawiają, że Polacy przynajmniej raz w roku porzucają dzielące ich różnice światopoglądowe i polityczne, solidaryzując się w sprawie, która ma faktyczne przełożenie na przyszłość naszego kraju – zdrowie kolejnych pokoleń.

Patron Nagrody, Andrzej Wajda, który był gościem Przystanku Woodstock w 2010 r., powiedział podczas swojego spotkania w Akademii Sztuk Przepięknych:

Polacy słynną z tego, że wszystko co okazuje się sukcesem, wychodzi im z przypadku. Kiedyś polska kinematografia dawała przykład, że grupa ludzi potrafi coś zrobić wspólnie. Tak dużo jest w Polsce negacji, niezadowolenia, utrudnień w inicjatywach obywatelskich”. Jerzemu Owsiakowi udało się przełamać schemat, wyciągnąć z nas to, co zostaje po odrzuceniu konfliktów, rywalizacji

Laudacja dla Jurka Owsiaka – Nagroda im. Andrzeja Wajdy

30 listopada 2018, Muzeum Manggha w Krakowie

Wyobraź sobie stada kolorowej młodzieży, uśmiechy, śmiech, okrzyki. Kręci się potężna muzyczna karuzela. Zachrypnięty konferansjer tłumaczy, że przerwa na papierosa. Nie mamy co palić – skanduje tłum. Cały największy plac w Europie ma co najwyżej siedemnaście lat. Ty jesteś taka piękna, jak ten plac. Jak to muzyczne kolorowe szaleństwo gówniarzy. Z nimi można robić rewolucję. Oni zrobią rewolucję. Nie ma w nich ani krzty zakłamania, cynizmu. Oni nie potrafią żyć w tym zasranym świecie urzędasów. Oni go muszą rozwalić. Chciałbym stworzyć dzieło – drogowskaz Manifest Ludzki. Powiedzieć, jak zmienić świat tak, żeby był cały jak ten plac. Żeby wszyscy mieli papierosy, wino, czereśnie i kolorowe skarpetki. Chciałbym stworzyć Partię Rewolucji. Chciałbym nauczyć ludzi wychowywać dzieci, kochać żony, tańczyć rocka i pić wino. Chciałbym napisać poemat, a może po prostu piosenkę, która kazałaby im – tym gówniarzom z placu – wziąć się za ręce i wywrócić tę skisłą ojczyznę, świat, i całować się, i iść, i śpiewać.

Tak 23 lipca 1962 roku Jacek Kuroń pisał do swojej żony Gajki.

Myślę, że taki list mógłby napisać Jurek Owsiak do swojej żony Dzidzi, którą tu najserdeczniej witamy. I od razu powiem, jak ważną jest dla Jurka osobą – poznali się już w szkole, gdzie jak pisze we wspomnieniach, ściągał od niej wszystkie przedmioty. Ślub wzięli 12 lutego 1976 roku i od tej chwili są razem w życiu i pracy. Lidka – Dzidzia pracuje w Fundacji „Orkiestry”. Maja dwie córki Aleksandrę i Ewę. Jurek mówi po prostu: Bardzo ją kocham. Dziękujemy Dzidziu. Witamy najserdeczniej Ewę.

Stworzenie „Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy” – i finały, które od 1993 roku oglądamy albo na żywo, albo w Telewizji – teraz już tylko w TVN (o powodach nie będę mówić, bo ma być sympatycznie), jest dla mnie spełnieniem marzenia Jacka Kuronia.

Nazwa „Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy” została po raz pierwszy użyta w programie „Róbta co chceta, czyli rock’n’rollowa jazda bez trzymanki” w ferie bożonarodzeniowe 1991 roku i jej autorem jest Jerzy Owsiak.

Nie potrafię w tej laudacji opowiedzieć wszystkiego o Jerzym Owsiaku – o Jurku, bo choć to na pewno byłoby słuszne i sprawiedliwe, ale zabrałoby nam czas co najmniej do rana. Ale ponieważ będzie jeszcze długi bankiet i wiele spotkań z przyjaciółmi i Jurka z wielbicielami – muszę dać Państwu tylko bardzo skrócony opis Jego życia i dokonań.

Jerzy Owsiak urodził się 6 października 1953 roku w Gdańsku. Wychował się w rodzinie milicjanta i księgowej, dziadek ze strony ojca walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, a babcia w oddziałach gen. Józefa Hallera. Ojciec został później pułkownikiem i pracował w Komendzie Głównej Milicji Obywatelskiej (bardzo wzruszającą i jedyną poważną rozmowę z Ojcem Jurek opisuje w książce-rozmowie z Bartłomiejem Dobroczyńskim).

Gdy miał 8 lat, rodzina przeniosła się do Warszawy. Tam chodził do szkoły – skończył liceum ekonomiczne, a następnie próbował bezskutecznie dostać się na warszawską Akademię Sztuk Pięknych oraz na psychologię. W młodości należał do grupy mazowieckich hippisów, zapatrzonych w swoich „amerykańskich braci” i właśnie dzięki tamtym fascynacjom i legendzie festiwalu w amerykańskim Woodstock, stworzył polski festiwal „Przystanek Woodstock”.

Pod koniec lat 80. i w latach 90. XX w. zajmował się organizacją wielu imprez rockowych. Zorganizował serię koncertów-maratonów muzycznych, których wspólną cechą była jego charakterystyczna konferansjerka oraz udział czołówki polskich zespołów punkowych owych czasów. Były to:

  • „Letnia zadyma w środku zimy” – w klubie „Stodoła”, Warszawa – 27 stycznia 1989
  • „Zadyma na Torwarze”, Warszawa 1989
  • „50 Rock’n’rolli na l Maja” – w klubie Fugazi, Warszawa 1992
  • „Warsaw – Berlin 2 Step” – Agrykola, Warszawa 1993

Jest współautorem książki „Orkiestra Klubu Pomocnych Serc, czyli monolog – wodospad Owsiaka”, w której zawarty jest wywiad rzeka, prowadzony przez Bartłomieja Dobroczyńskiego. Została ona opublikowana przez ZNAK w 1999. W 2009 wydawnictwo Świat Książki opublikowało autobiograficzną książkę Jurka Owsiaka „Róbta co chceta, czyli z sercem jak na dłoni”, opisującą historię powstania i działalności Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. O jeszcze jednej, najmniej znanej pasji Jurka – podróżowaniu z kamerą i opisywania świata, jest wydana w 2017 roku, znów przez ZNAK „Obgadywanie świata. Jurek Owsiak pierwszy raz o swoim życiu, podróżach i przygodach”.

Z tekstów autobiograficznych Jurka w książkach wydanych przez ZNAK, wybrałam kilka fragmentów, które, jak myślę, dobrze rysują jego nietuzinkową osobowość.

W rozmowie z Bartłomiejem Dobroczyńskim, Jurek mówi:

Wiesz, gdybyśmy to mieli podsumować, to można powiedzieć, że wszystko, co się w moim życiu zdarzyło – zdarzyło się dzięki wojsku. A było to tak. Po maturze zdaję na studia i nie udaje mi się nigdzie zdać. Zdawałem na psychologię, na ASP i oblałem. Więc poszedłem do jakiejś pracy, ale zaraz zostałem powołany do wojska – na DWA lata! Dali mi kategorię B ze względu na wzrok i to, że się wtedy także bardzo jąkałem. Ale dostałem bilet do Ełku do jednostki. Zaczynam cierpieć, bo widzę, że jestem załatwiony. Bez przyszłości. I ja wtedy na takim rozpędzie, zacząłem próbować coś robić, żeby się stamtąd wydostać. Być może „Orkiestra” jest robiona na tym rozpędzie, na takiej właśnie improwizacji.

W jednostce spróbował skutecznie udawać wariata, więc:

Wysłali mnie do Warszawy na badania psychiatryczne. I wysłali mnie do wariatkowa, czyli siedziałem w szpitalu psychiatrycznym w Choroszczy półtora miesiąca na obserwacji. Potem zostałem na rok zwolniony z wojska. I żeby coś robić pracowałem w takim ośrodku „Synapsis”. Ale po roku znów mnie wezwali:

Idziesz do wojska. Normalnie.

Ja w szoku – co robić, co robić? Zaczynam kombinować, że jeśli wymyślę coś naprawdę „zakręconego”, to może mnie zapamiętają… no to przez pięć dni przychodziłem na tę komisję z dokumentami ze szpitala psychiatrycznego. Wchodziłem tak jakoś na ukos. Oni: zaraz, zaraz…

– Ale nie, ja wiem, ja wiem… ja chciałem t-t-t-ylko p-p-p-anie k-k-k-apitanie, ja mam dokumenty ze szpitala w Cho-cho-chroszczy, b-b-bo ja byłem w szpitalu psychiatrycznym… i ja t-t-t-eraz znowu mam iść do wojska, jak j-j-a byłem w szpitalu?

– No to napiszcie podanie odwoławcze i rozpatrzymy sprawę.

– Do widzenia. Nie tymi drzwiami – tamtymi.

I tak przez cztery dni.

Czwartego dnia oni mówią:

– Niech idzie do domu, czeka na list…

Po dwóch tygodniach dostałem wezwanie na komisję. No, mówię do siebie: No idę na komisję wariacką.

Tutaj Jurek opisuje swój kostium, który mnie, jako kostiumografa, zachwycił:

Okulary całe polepiłem plastrami, tłuszczem sobie włosy wysmarowałem i założyłem koszulę Kelusa w kratę taką bajową. Do tego jesionkę – a Kelus był jeszcze mniejszy ode mnie – założyłem także przykrótkie spodnie. I mówię:

– Dzidzia, trzymaj kciuki, jadę na komisję.

Pierwszy dobry znak to był taki, że jak jechałem tramwajem, to mnie kobieta miejsca ustąpiła: – Chłopcze, usiądź sobie, usiądź.

Myślę sobie – chyba wyglądam dobrze.

Na komisji, jak mnie zobaczyli, to jeszcze tylko trzy pytania zadali – potem mnie wyprosili i po chwili znowu mnie wezwali. Ja wchodzę – a oni wygłaszają do mnie taką formułę:

– W imieniu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej obywatel Jerzy Owsiak dostaje kategorię D.

Wróciłem do domu – o Boże, mam! Dostałem kategorię D! I wiedziałem, że już z tego wojska wyszedłem, no, po prostu na zawsze.

A potem to moja droga do ORKIESTRY była już raczej prosta.

Dzięki znajomości z Wojciechem Waglewskim, Jurek Owsiak zaistniał w środowisku muzycznym. Z założonym przez siebie „Towarzystwem Przyjaciół Chińskich Ręczników”, od 1988 r. pojawiał się na koncertach „Voo Voo”. Od grudnia 1991 zaczął przygotowywać dla telewizyjnej „Dwójki” program „Róbta, co chceta, czyli rockandrollowa jazda bez trzymanki”, który od lata 1994 zmienił nazwę na „Dziura w koszu”, a od 1996 – na „Kręcioła”. W latach 1991 i 1992, razem z Walterem Chełstowskim, kierował Festiwalem w Jarocinie. Z tym samym zespołem zorganizował też pierwszy „Przystanek Woodstock” w 1995 r. w Czymanowie. Od tego czasu „Przystanek Woodstock” odbywa się co roku, a kolejne edycje odbywały się w Szczecinie (1996), Żarach (1997–1999, 2001–2003), Lęborku (2000) i Kostrzynie nad Odrą (od 2004). Od tego roku – pod nazwą POL’and ROCK.

Wiemy, jak dla niego ważny jest ten Festiwal – gromadzący co roku kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi. Mieliśmy wielką radość uczestniczyć w tym wydarzeniu, jak to nazwał Jurek, w „Akademii Sztuk Przepięknych”. Było to niezwykłe spotkanie Andrzeja z ciekawą, inteligentną, życzliwą młodą widownią. Mam nadzieję, że Festiwal teraz nie zostanie „dobrze zmieniony”.

Pierwsza zbiórka pieniężna, którą zrobił Jerzy Owsiak, została zorganizowana spontanicznie po apelu kardiochirurgów z Centrum Zdrowia Dziecka, o wsparcie finansowe zakupu sprzętu medycznego dla umierających dzieci. W 1992 r. Jerzy Owsiak zaprosił lekarzy do swojego programu „Brum”, nadawanego w Programie III Polskiego Radia, i następnie przypominał słuchaczom, w każdej jego edycji, o wpłacaniu pieniędzy na podane konto. Akcja ta była kontynuowana również w czasie Festiwalu w Jarocinie w tym samym roku. 3 stycznia 1993 odbyła się zbiórka pieniędzy nazwana później „I Finałem”.

Pozytywny odzew społeczny i wartość zgromadzonych środków zdecydowały o nadaniu tym działaniom formy prawnej. Z inicjatywy Jerzego Owsiaka i Waltera Chełstowskiego powstała Fundacja – Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Fundacja ta została założona w Warszawie 2 marca 1993 przez Jerzego Owsiaka, Lidię Niedźwiedzką-Owsiak, Bohdana Maruszewskiego, Piotra Burczyńskiego, Pawła Januszewicza, Waltera Chełstowskiego oraz Beatę Bethke.

Od tego czasu „Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy”, odbywa się co roku zawsze w styczniu i mam nadzieję, że tak będzie – do końca świata…

Niespodzianką dla mnie była informacja, że Jurek fachowo zajmuje się witrażownictwem. Niespodzianką i wielkim wzruszeniem, bo mamy w Archiwum Manggha niezrealizowane projekty witraży Andrzeja Wajdy, rozrysowane już z wszystkimi szczegółami. Wykonał te projekty witraży dla kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie na Żoliborzu – po tragicznej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. Niestety nie zostały zrealizowane, bo okazało się, że tylko święci mogą być tak uhonorowani.

Pokazujemy te projekty Andrzeja i zrealizowane witraże Jurka na projekcjach w foyer.

Jurek z czułością opisuje swoje spotkanie z Jego mentorką i nauczycielką tego pięknego, i tak trudnego zawodu, panią Teresą Marią Reklewską. Założoną przez niego pracownię witraży prowadzi teraz Jego brat.

Muszę teraz powiedzieć o wszystkich nagrodach i wyróżnieniach Jurka, do których nasza Fundacja dokłada swoją cegiełkę – Nagrodę im. Andrzeja Wajdy za wybitną działalność w duchu solidarności społecznej.

Odznaczenia państwowe:

  • Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski – 1999
  • Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski – 2011
  • Odznaka Honorowa za Zasługi dla Ochrony Praw Dziecka – INFANTIS DIGNITATIS DEFENSORI – 2018

Nagrody i wyróżnienia

  • Srebrne Usta – 1993
  • Wiktor 1993, Wiktor 1994, Wiktor Publiczności 1999 oraz Superwiktor 2000
  • Medal świętego Jerzego – honorowa nagroda „Tygodnika Powszechnego” – 1997
  • Honorowa Odznaka GOPR „Za Zasługi dla Ratownictwa Górskiego” – 1998
  • Order Ecce Homo – 2003
  • Europejczyk Roku 2006
  • Odznaka honorowa „Za Zasługi dla Województwa Lubuskiego” – 2006
  • Odznaka honorowa „Za Zasługi dla Ochrony Praw Człowieka” – 2009
  • Perła Honorowa Polskiej Gospodarki w kategorii krzewienie wartości społecznych – 2009
  • Odznaka Honorowa „Bene Merito” – 2010
  • Laureat Złotego artKciuka w 2010 roku, przyznanego na Interdyscyplinarnym Festiwalu Sztuk Miasto Gwiazd w Żyrardowie za Festiwal Przystanek Woodstock.
  • Buzdygan 2011 – honorowa nagroda „Polski Zbrojnej”
  • Srebrny Medal „Za Zasługi dla Policji” – 2012
  • Tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie – 2013
  • Medal Szczytu Laureatów Pokojowej Nagrody Nobla – 2013
  • Nagroda Mediów Niptel – 2014
  • Nagroda im. Jerzmanowskich – 2014
  • Nagroda Lewiatana – 2014
  • Nagroda Zwierciadła – 2014
  • Nagroda plebiscytu „Ludzie Wolności” Gazety Wyborczej z okazji 25. Rocznicy wyborów w 1989 roku w kategorii Społeczeństwo – 2014
  • Nagroda Za Odważne Myślenie przyznawana przez Zarząd Konfederacji Lewiatan i Fundacji na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi – 2014
  • Medal im. prof. Wacława Szuberta PAN
  • Tytuł Honorowego Obywatela miasta stołecznego Warszawy – 2014
  • Najlepszy promotor koncertowy na świecie plebiscytu International Music Industry Awards (MUSEXPO) – 2015
  • Medal pamiątkowy UJ „Plus ratio quam vis” – 2017
  • Order Uśmiechu – nadanie 1993, wręczenie 2018
  • Nagroda Polonicus – 2018
  • Europejska Nagroda Obywatelska za 2018 rok.
  • Nagroda Księżnej Jadwigi Śląskiej 2018

Jurek ma niezwykłą zdolność nazywania spraw, wydarzeń, przedmiotów, ludzi. Trafne, wyraziste nazwanie, pozwala oswoić, zrobić bliskim to, co – nienazwane – wywoływało niechęć, strach lub obojętność.

RÓBTA, CO CHCETA, ROCKANDROLLOWA JAZDA BEZ TRZYMANKI, LETNIA ZADYMA W ZIMIE, KRĘCIOŁA, SIE MA, OJ, BĘDZIE SIĘ DZIAŁO, GRAMY DO KOŃCA ŚWIATA I JEDEN DZIEŃ DŁUŻEJ, WIELKA ORKIESTRA ŚWIĄTECZNEJ POMOCY – to wszystko są pomysły, sprawy NAZWANE przez Jurka.

WIELKA ORKIESTRA – coroczna zbiórka pieniędzy na sprzęt dla szpitali – dla noworodków, dzieci, seniorów – przekazywany wszędzie tam, gdzie to jest potrzebne – jest wielkim świętem prawdziwej SOLIDARNOŚCI – takiej, jaką pamiętam z lat osiemdziesiątym – świętem wszystkich – bez podziałów. Zawdzięczamy to Jurka umiejętności rozmawiania ze wszystkimi, talentom organizacyjnym, pracowitości, wytrwałości w trwaniu w podjętych zobowiązaniach, niezwykłej pomysłowości, niezłomnemu charakterowi, niezależności i co też bardzo ważne – poczuciu humoru.

A Jego pomysłem jest też to, że dla nas wszystkich jest JURKIEM a nie JERZYM OWSIAKIEM.

I za to wszyscy dziękujemy Jurkowi –„do końca świata i jeden dzień dłużej” – z całego serca.

Krystyna Zachwatowicz-Wajda


fot. Archiwum Muzeum Manggha

2019

Adam Wajrak

W 2019 roku Nagroda im. Andrzeja Wajdy przyznana została Adamowi Wajrakowi – dziennikarzowi, pisarzowi, a przede wszystkim wieloletniemu działaczowi na rzecz ochrony przyrody. Uroczystość wręczenia Nagrody odbyła się 30 listopada w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manngha w Krakowie.

Aktywność Adama Wajraka nie zamyka się w minionych kilku latach, kiedy to Laureat stał się szeroko rozpoznawalny za sprawą portali społecznościowych i poczytnych książek. Urodził się w 1972 roku w Warszawie, gdzie wychowywał się na Żoliborzu. Jak mówił w wywiadzie sprzed lat: „Mieszkając w Warszawie, miałem alergię na wszystkie zwierzęta – kichałem, prychałem i nie mogłem mieć psa czy kota. Z babcią do spółki zaczęliśmy sprowadzać różne ptaki, na początku jakiegoś zdychającego gołębia, wróbla i gdy rodzice zobaczyli, że mi to nie szkodzi, to mieliśmy bociana w kuchni, sowę w moim pokoju, wronę na balkonie. Zwierzęta były zawsze, ale to zawsze…”.

Adam Wajrak zawdzięcza swojej rodzinnej okolicy nie tylko wczesne rozbudzenie świadomości ekologicznej, ale także inicjację w działalność opozycyjną i społecznikowską. Pod koniec lat 80., jako nastolatek, angażował się w akcję wyborczą swojego sąsiada, Jacka Kuronia, wspólnie z kolegami rozwieszając nielegalne plakaty solidarnościowe i kolportując ulotki: „Za Jackiem ciągnęła się fama bohatera i radykała, którego boi się komuna. Można trochę nas porównać do książkowych chłopców z placu Broni. Chcieliśmy pokazać, do kogo należy dzielnica. Mocno oddziaływała na nas cała symbolika: sąsiad Kuroń, a kilkaset metrów dalej grób ks. Popiełuszki i msze za Ojczyznę. Stąd ten zapał do pogoni za czerwonymi, rozlepianie plakatów, udział w happeningach Pomarańczowej Alternatywy”. W latach 90. Adam Wajrak zaangażował się w rozwijający się ruch ekologiczny, zwłaszcza tę jego gałąź, która oprócz bezpośrednich działań ochronnych zagrożonych terenów (nie zawsze w duchu biernego oporu), rozwijała filozoficzne i duchowe teorie relacji człowieka z naturą. Biorąc sobie do serca przykazanie Jacka Kuronia, aby zawsze stawać po stronie słabszych, w 1997 roku przeniósł się do Puszczy Białowieskiej, żeby jak mówił, „być tam, gdzie są zwierzęta”. Od tego czasu zaczęła się także jego współpraca z „Gazetą Wyborczą”, gdzie do dziś publikuje wspaniałe zdjęcia, a przede wszystkim rzetelne i odważne teksty o ochronie polskiej przyrody. W swojej publicystyce Laureat często śledzi i odsłania ekonomiczne i polityczne interesy, które ingerują w naturalny biorozwój terenów przyrodniczo cennych. Podczas ceremonii wręczenia Nagrody mówił, że kluczowa w działalności ochrony natury jest ludzka solidarność, i podkreślał przy tym, jak bardzo problemy te wpisane są w szeroki kontekst społeczny: „Musimy łączyć nasze siły – nie będzie można walczyć o przyrodę, nie będzie można ratować Puszczy Białowieskiej, bagien, Wisły, wilków, jeżeli nie będziemy mieli demokratycznego państwa, nie będziemy mieli wolnych sądów, nie będziemy mieli sprawiedliwego społeczeństwa. Z drugiej strony żadna konstytucja, żaden trybunał nie przetrwa na zniszczonej planecie”.

Jedną z najważniejszych aktywności społeczno-ekologicznych Adama Wajraka, były działania na rzecz zachowania wyjątkowego ekosystemu Doliny Rospudy: „samo dziennikarskie pisanie na ten temat już nie wystarczało i trzeba było się przypiąć do drzewa – mówił podczas wręczenia Nagrody. – Muszę powiedzieć, że niewiele brakowało, a przypinalibyśmy się tam w dobrym towarzystwie, bo jedną z osób, która zadeklarowała, że przypnie się razem z nami do drzewa, był Andrzej Wajda, który powiedział, że żeby chronić przyrodę, potrzebny jest spektakl, a któż się zna tak dobrze na spektaklu, jak ja.” Wyrazem uznania za zaangażowanie w sprawę obrony Doliny Rospudy było przyznanie Adamowi Wajrakowi Nagrody im. Andrzeja Woyciechowskiego, czy uznanie go przez brukselski dziennik „Europen Voice” za jedną z 50 osób, które wywarły największy wpływ na Europę w 2007 roku. Warto odnotować, że może się także poszczycić m.in. Honorowym Tytułem Przyjaciela Puszczy Białowieskiej nadanym przez Towarzystwo Ochrony Puszczy Białowieskiej, czy tytułem Bohatera Europy, przyznawanym przez wpływowy amerykański tygodnik „Time”. Laureat Nagrody im. Andrzeja Wajdy, w 2014 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Publicystyka Adama Wajraka, to jednak nie tylko reakcje na działania bezpośrednio zagrażające wyjątkowo cennym przyrodniczo miejscom, to także tematy, które uświadamiają nam, że trwają procesy degradacyjne na o wiele większą skalę. Ich efektem jest globalne ocieplenie, do którego redukcji zachęca nas Laureat, nade wszystko jednak przekonująco uświadamia nam, że to możliwe. Zaangażowanie i aktywizm Adama Wajraka, idą w parze z popularyzatorską wykładnią tych ważnych problemów, wybrzmiewającą z licznych książek, pisanych (często wspólnie z żoną Nurią Selva Fernandez) dla dzieci i młodzieży. Ich wielka poczytność pozwala nam mieć nadzieję, że kolejne pokolenia z większą odpowiedzialnością podejdą do tematu ochrony przyrody, a przede wszystkim, że świadomość jej wartości wynikać będzie z autentycznego przeżycia i przywiązania.

Adam Wajrak Nagrodę zadedykował „wszystkim obrończyniom i obrońcom polskiej przyrody”. Mamy nadzieję, że ich krąg będzie się stale powiększał.

Laudacja dla Adama Wajraka – Nagroda im. Andrzeja Wajdy

30 listopada 2019, Muzeum Manggha w Krakowie

Po pierwsze, chcę uzasadnić, dlaczego mam czelność stać przed Państwem, ale to jest akurat łatwe do wytłumaczenia. Zaszczyt wygłoszenia laudacji padł na mnie ponieważ, jak sądzę, mój czcigodny Ojciec, Ksawery Jasieński (o jeden krok w genealogii bliższy niż ja Feliksowi „Manggha” Jasieńskiemu), znany był przez lata jako głos czytający telewizyjne filmy przyrodnicze. Miłościwie nam panująca Pani Prezes Fundacji Kyoto – Krakow uznała, że jest to wystarczająca rekomendacja.

Po drugie, chciałbym przekonać Państwa, dlaczego nagroda za działalność proekologiczną byłaby tak bardzo bliska Andrzejowi Wajdzie. Mianowicie, on uwielbiał argumenty naukowe! W czasie, gdy Andrzej i Krystyna Wajdowie robili w Teatrze Starym „Z biegiem lat, z biegiem dni” (w 1978 roku) oraz „Antygonę” (w 1984), a ja studiowałem na UJ-ocie biologię, opowiadałem Andrzejowi o nowych prądach w biologii. Był zafascynowany ideą tzw. samolubnych genów. Wspominał także wtedy swoje dawne lektury Karola Darwina – mam dzisiaj na półce, jako prezent od niego, egzemplarz „O pochodzeniu człowieka”, który czytał jako młody człowiek. Andrzej żywo interesował się także badaniami nad zdrowiem kobiet prowadzonymi przez moją żonę Grażynę. A zwierzęta po prostu uwielbiał. W domu Krystyny i Andrzeja Wajdów na Żoliborzu zwierzęta były zawsze obecne, głównie pod postacią psów i kotów. Przez pewien czas rezydentem w ich domu była też sroka.

Ale po trzecie i najważniejsze – chciałbym uzasadnić dlaczego Fundacja Kyoto – Kraków nie miała żadnych wątpliwości, że dzisiejszy laureat jest wyborem oczywistym. Andrzej byłby zachwycony celnością wyboru przez Fundację Adama Wajraka jako laureata nagrody imienia Andrzeja Wajdy.

Adam Wajrak ma wielki wpływ na postrzeganie przez nas ekologii. Nie tej, której absurdalnym przykładem stała się walka z kornikiem w ukochanej przez Niego Puszczy Białowieskiej, z użyciem harwesterów, monstrualnych maszyn do wycinki. Ale tej ekologii, która polega na rozumieniu tego, co się dzieje w przyrodzie i docenianiu znaczenia przyrody dla człowieka. Po latach swoich niestrudzonych działań Adam Wajrak stał się symbolem pewnej filozofii życia oraz wręcz ucieleśnieniem idei szacunku dla przyrody. Ale dlaczego to co robi Adam Wajrak jest tak ważne? Oto kilka przykładów.

Adam Wajrak mówi po prostu „redukuję mój ślad”, „robię coś drobnego, ale ważnego, dla planety”. Na przykład „nie drukuję biletów kolejowych”. Ale co ma na myśli mówiąc „ślad”? Ślad czego? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę wyjaśnić, że obiecałem organizatorom, iż, ze względu na zdrowie psychiczne naszych wspaniałych tłumaczy, nie będę używać terminów bardzo specjalistycznych. Ślad dotyczy naszego wpływu na środowisko, mierzonego gazami, które produkujemy. Nie, nie tymi, które mają Państwo na myśli… Chodzi o gazy zwane cieplarnianymi.

A więc zgoda: nie wspomnę o gazach nieznanych gawiedzi. Nie wspomnę o podtlenku azotu. Nie wspomnę o chlorodifluorometanie. Bo chodzi, po prostu, o dwutlenek węgla, którego ludzkość produkuje rocznie 36 mld ton. Jak to możliwe, może ktoś zapytać, skoro dwutlenek węgla to gaz, a gaz nic nie waży… Ale tym niemniej ludzkość powinna produkować go znacznie mniej, żeby ograniczyć globalny wzrost temperatury. A więc, w ślad za naszym laureatem: redukujmy ślad. Ale jak to zrobić?

Napędza go wiara w to, że drobne działania, pomnożone przez miliony osób, wcielających je w życie na co dzień, mogą mieć wielkie efekty. Adam Wajrak pyta nas: czy naprawdę musimy czekać na ustawy zmieniające naszą dietę (jedzenie drobiu zamiast wołowiny), obyczaje w łazience (zakręcanie wody podczas mycia zębów), albo w pracy (unikanie kserowania wszystkiego co możliwe)? Nie możemy tak sami z siebie? Jeżeli nam się uda, nasz laureat będzie z nas dumny.

Adam Wajrak pięknie dokumentuje przyrodę fotografią oraz jest autorem lub współautorem (często pisanych wspólnie z żoną Nurią Selva Fernandez) wielu książek o tematyce przyrodniczej, takich jak „(Za)piski Wajraka”, „Zwierzaki Wajraka”, „Kuna za kaloryferem, czyli nasze przygody ze zwierzętami”, „Umarły las”, albo “Wilki”. Wśród bardzo licznych nagród i wyróżnień wymienię tylko kilka, które zrobiły na mnie wielkie wrażenie: tytuł „Przyjaciela Przyrody” nadany przez Pracownię na rzecz Wszystkich Istot w 1993 roku, Honorowy Tytuł Przyjaciela Puszczy Białowieskiej nadany przez Towarzystwo Ochrony Puszczy Białowieskiej, honorowe obywatelstwo Rzeczypospolitej Ptasiej (2011), czy też wyróżnienie Bohatera Europy przyznane w 2005 roku przez amerykański tygodnik „Time” za obronę środowiska naturalnego.

Adam Wajrak porusza w swoich tekstach kwestie fundamentalne. Na przykład takie:

Pszczółce Mai brak trzeciej pary nóżek lub, jak kto woli, rączek. Czy jednak dzieci kochałyby Maję, gdyby miała trzy pary odnóży? (1997).

Nota bene, nie daje jasnej odpowiedzi na to pytanie, ale jest to sprawa testowalna empirycznie.

Pomaga nam także w wyrobieniu poglądu na wiele kwestii, których, bez jego doświadczenia, nie moglibyśmy zrozumieć:

Te wszystkie opowiastki o groźnych wilkach włóżcie między bajki. Jakoś tak dziwnie się składa, że mrożące krew w żyłach przygody zdarzają się myśliwym, czyli tym, którzy chcą wilki zabijać. Nikt, kto wilki tropi, obserwuje, bada i naprawdę często je spotyka, takich przygód nie ma. Nie wierzcie więc w te myśliwskie bajania, a szczególnie nie powinni wierzyć w nie dziennikarze. Nie powtarzajcie ich”.

Niedawno pisał, dlaczego warto przejmować się tygrysami i pokazał szerszy kontekst tej znanej wszystkim historii, czyli haniebny proceder globalnego handlu dzikimi zwierzętami. W przypadku tygrysów – napędzany jest on ciemnotą i zabobonną wiarą w magiczne właściwości tygrysiego penisa. Oj, no nie – użyłem w laudacji słowa „penis”. O rany – użyłem dwa razy słowa „penis”. Ale przecież, tak naprawdę, to słowo to był tylko cytat z tekstu czcigodnego laureata!

No i, na zakończenie, cytat dla inspiracji, albowiem Adam Wajrak ma duszę poety, ale poety zaangażowanego. W tekście „Dzikości Wam życzę!” tak pięknie pisał do młodzieży uczestniczącej w tegorocznym festiwalu w Kostrzynie nad Odrą. Usłyszymy w tym nuty filozofii Jurka Owsiaka (zeszłorocznego laureata nagrody im. Andrzeja Wajdy). Filozofii, która przekonuje, żeby nikogo do niczego nie zmuszać.

Jak co dzień zagłębiłem się w Puszczę. Wlazłem między drzewa, które rosną, jak chcą i umierają, kiedy przyjdzie na nie czas, a nie wtedy, gdy decyduje o tym tabelka leśniczego i piła drwala. Poszedłem między mchy i porosty, które porastają te drzewa, gdzie im się podoba, między grzyby, które wyłażą i rozrastają się, jak chcą… Puszcza, która zawsze tętni życiem, która jest taka piękna i fascynująca właśnie dlatego, że nikt jej nie posadził i nie kontroluje i dla mnie jest kwintesencją przyrody. A przez to, że jest nieprzewidywalna, niepowtarzalna i różnorodna, daje to, co poza miłością, jest najważniejsze w życiu, czyli przygodę.

Michał Jasieński

fot. Karol Kras

2020

Janina Ochojska-Okońska

Trzecią laureatką nagrody im. Andrzeja Wajdy w 2020 roku została Janina Ochojska-Okońska, polska działaczka humanitarna, prezes Polskiej Akcji Humanitarnej.

Urodziła się w 1955 r. w Gdańsku. Swoją działalność społeczną i polityczną rozpoczęła w 1976 r., angażując się jako opozycjonistka, uczestnicząc w wykładach Towarzystwa Kursów Naukowych i kół samokształceniowych oraz kolportując niezależne książki i prasę. Od 1980 r. w NSZZ „Solidarność”, po wprowadzeniu stanu wojennego związała się także z Rejonowym Komitetem Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności, Zwolnionym z Pracy i ich Rodzinom w Toruniu. W 1980 r. ukończyła astronomię w Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu i aż do 1984, roku wyjazdu do Francji, pracowała w toruńskiej Pracowni Astrofizyki PAN.

Janina Ochojska od wczesnego dzieciństwa zmaga się z niepełnosprawnością (skutek choroby Heinego-Medina). Nasilające się problemy z kręgosłupem, sprawiły że we wspomnianym roku, znalazła się w Lyonie, gdzie przeszła skomplikowaną operację, niemożliwą wtedy do wykonania w Polsce. Podczas rocznego pobytu we Francji, nawiązała kontakt z przedstawicielami lyońskiej organizacji humanitarnej EquiLibre. Po powrocie do kraju, została jej wolontariuszką, gdzie koordynowała francuską pomoc medyczną i żywnościową dla polskich szpitali, a w niedługim czasie później została współzałożycielką Polskiej Fundacji EquiLibre. Za swój cel fundacja postawiła sobie rozdzielanie w Polsce pomocy zagranicznej oraz propagowanie wzorów samoorganizacji społecznej. Z biegiem lat EquiLibre rozszerzyła teren swoich działań o kolejne kraje zagrożone kryzysami humanitarnymi. W 1992 r. Janina Ochojska organizowała konwoje wsparcia dla Bośni, a także uczestniczyła w akcji ewakuacji dzieci (wraz z opiekunkami) z tamtejszych terenów do Francji. Jej apel do Polaków o pomoc ludności oblężonego Sarajewa spotkał się z ogromnym, pozytywnym odzewem, dzięki czemu w szybkim czasie mógł zostać zorganizowany i wyruszyć w drogę pierwszy polski konwój. Konflikt bałkański, którego była bezpośrednią obserwatorką, zaważył na jej decyzji o poświęceniu się działalności charytatywnej.

W 1994 roku zdobyte doświadczenie pozwoliło jej na stworzenie niezależnej organizacji pomocy i rozwoju – Fundacji Polska Akcja Humanitarna (PAH), w której do dziś sprawuje funkcję prezesa zarządu. Po Bośni przyszły kolejne działania: konwoje, kopanie studni, pomoc doraźna w obozach uchodźczych, edukacja. Zakres i globalna skala pomocy od samego początku budzą respekt wobec działań Ochojskiej i powadzonej przez nią organizacji.

W ciągu 26 lat istnienia PAH udzieliła pomocy ofiarom konfliktów zbrojnych i katastrof naturalnych mieszkańcom 44 krajów, m.in. Kosowa, Czeczenii, Iraku, Iranu, Libanu, Sri Lanki, Afganistanu, Sudanu, Darfuru, Autonomii Palestyńskiej, także Ukrainy i wielu innych, zarówno bardziej jak i mniej odległych miejsc. Zasady przyjęte w PAH stanowią dekalog, który powinien być przyjęty nie tylko w organizacjach humanitarnych, ale każdej grupie działającej dla pożytku innych: „budować wspólnie przyszłość, wspierać, a nie zastępować w działaniach, współpracować z lokalnymi władzami i organizacjami, żeby nie potęgować anarchii przez wprowadzanie własnych rozwiązań, szanować lokalne zwyczaje, znać historię i sytuację w danym rejonie, pracować w duchu solidarności i z wiarą, że każdy, nawet najmniejszy dobry czyn powiększy dobro świata, w którym żyjemy”. PAH kierując się zasadami bezstronności, neutralności i niezależności, ma na celu przede wszystkim ochronę życia ofiar kataklizmów oraz umożliwianie im jak najszybszego powrotu do godnego życia.

Za swoją działalność Janina Ochojska została doceniona i wyróżniana najważniejszymi nagrodami krajowymi i europejskimi, m.in.: tytułem „Kobiety Europy” przyznanym przez Komisję Wspólnot Europejskich (1994), Medalem św. Jerzego  przyznawanym przez „Tygodnik Powszechny” (1994), nagrodą Pax Christi International Peace Award (1995), Nagrodą Fundacji im. Atsuhito Nakaty (1996), Orderem Kawalera Legii Honorowej przyznawanym przez Prezydenta Republiki Francji (2003), Nagrodą im. ks. Józefa Tischnera (2006), odznaczeniem Bene Merito przyznawanym przez Ministra Spraw Zagranicznych (2009), Nagrodą im. Jerzmanowskich (2009) czy Nagrodą Lecha Wałęsy (2010) za wieloletnie promowanie idei międzyludzkiej solidarności poprzez działania charytatywne, także tytułem honorowego obywatela m.st. Warszawy (2018) oraz Nagrodą Transatlantyk Glocal Hero (2018). W 2011 roku została odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski przyznanym przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego.

W 2019 roku uzyskała mandat posłanki do Parlamentu Europejskiego IX kadencji, gdzie oprócz kwestii związanych z pomocą humanitarną i rozwojem, angażuje się w sprawy systemu ochrony zdrowia, zwłaszcza pomocy osobom niepełnosprawnym (w tym ich aktywizacji zawodowej i poprawy jakości edukacji).

Laudacja dla Janiny Ochojskiej – Nagroda im. Andrzeja Wajdy

30 listopada 2020, Muzeum Manggha w Krakowie

Często powraca do mnie motyw unieruchomienia, niemożności poruszenia ani ręką ani nogą” – mówi Janka wspominając długie miesiące spędzone w dzieciństwie w respiratorze Drinkera zwanym „żelaznym płucem”, w gipsowych gorsetach, w wymuszonym bezruchu po kolejnych operacjach. Jak to się stało, że ta dziewczynka przykuta do łóżka szpitalnego i do wózka inwalidzkiego przeszła tak niesamowity kawał drogi? W jaki sposób stała się liderką prowadzącą zgrane zastępy pomocy humanitarnej do trudno dostępnych, bliższych i najodleglejszych miejsc na ziemi dotkniętych katastrofami naturalnymi i licznymi nieszczęściami, które – jak wojny i czystki etniczne – pochodzą z ręki i woli ludzi?

Polska Akcja Humanitarna, dzieło życia Janki, objęła pomocą blisko 10 milionów osób w 44 krajach. 10 milionów! Niejeden z nas na Sądzie Ostatecznym będzie z dumą eksponował swoje dobre uczynki – posłałem komuś paczkę… Oddałem stare ciuchy do schroniska dla bezdomnych… zawiozłem resztki z biesiady do banku żywności – Panie Boże… przecież pomogłem kilku osobom!

Wśród 10 milionów, które przyprowadzi na Sąd Janka, będą Bośniacy i inne ofiary wojny bałkańskiej – z różnych stron. Także Serbowie! Będą tam Czeczeni, Afgańczycy, ofiary konfliktów w Darfurze, Sudanie, w Syrii i w Ukrainie, będą Palestyńczycy – ale także Żydzi i Libańczycy, którzy stracili wszystko znalazłszy się w obszarze działań zbrojnych. Przyjdą z Janką Irańczycy, Haitańczycy i Nepalczycy dotknięci straszliwymi trzęsieniami ziemi, Irakijczycy prześladowani przez tzw. Państwo Islamskie, ocaleni mieszkańcy ogarniętej suszą Somalii i Kenii, Indonezyjczycy i Filipińczycy, którym Janka dała domy i szkoły w miejsce tych zrujnowanych przez tsunami i huragan. Staną także za Janką Polacy: pielgrzymi z Kazachstanu, repatrianci, ofiary pamiętnej powodzi dziewięćdziesiątego siódmego roku, rzesza dzieci dożywionych w ramach akcji „Pajacyk”. Staną za nią bieżeńcy z różnych miejsc na ziemi, którzy dzięki Centrum Pomocy Uchodźcom PAH-u znaleźli w Polsce trwałą przystań.

Jankę w młodości pociągały gwiazdy. Nieogarniona przestrzeń kosmosu, jego struktury i dynamika opisywane językiem matematyki, bliskim i dobrze znanym jej ścisłemu umysłowi. „Wiekuista cisza tych nieskończonych przestrzeni” nie przerażała jej. Zrozumieć i wyjaśnić któreś z niezliczonych tajemnic wszechświata było ambicją i marzeniem Janki. Można było sądzić, że jej udziałem będzie taki naukowy eskapizm, do jakiego miała zarówno dobre powody jak i zdolności – ucieczka od dotkliwości życia w dziedzinę pasji, w której liczy się tylko siła intelektu i wyobraźni oraz pracowitość, a tych nigdy jej nie brakowało.

Na przeszkodzie takiemu rozwojowi wydarzeń stanęła jednak inna pasja Janki, która kazała jej porzucić PAN i karierę astronoma.

fot. Karol Kras

„Posiadam niewątpliwie jeden talent – mówi w rozmowie z Ignacym Dutkiewiczem. – (…) Otóż uwielbiam poznawać ludzi i potrafię łączyć ich ze sobą. Umiem znajdywać osoby wyznające podobne ideały i zapalać je do wspólnego działania, do robienia rzeczy, które wydają się niemożliwe”.

Janka miała zarówno pasję do ludzi jak i szczęście do nich, co nieraz podkreśla. Spotykała niezwykłe postacie na swojej drodze. Ale szczęściu trzeba umieć pomóc – a Janka potrafiła i dzięki temu jej spotkania tak obficie owocowały. Najpierw towarzyszył jej doktor Lech Wierusz ze świebodzińskiego sanatorium, który pomógł jej pogodzić się z niepełnosprawnością, więcej: traktować ją jako swego rodzaju wyróżnienie. Profesor Jan Sobociński odkrył jej talent do nauk ścisłych. Dzięki starszym i młodszym przyjaciołom – Magdalenie i Bożenie Dokurno, Janowi Młynarczykowi, Janinie Maj i wielu innym – przezwyciężyła swoją samotność i nawiązała trwałe przyjaźnie. Środowisko duszpasterstwa akademickiego ukształtowało ją duchowo. Wybitny jezuita, o. Władysław Wołoszyn, pomógł Jance odnaleźć wiarę – nie sentymentalną wiarę uczuć, ale tę opartą na przekonaniach. On też skierował ją na ścieżkę, na której później uświadomiła sobie swoje właściwe powołanie i zadania. Środowisko Solidarności, legalnej i podziemnej dało jej poczucie sensu działania. Przyjaciele francuscy: doktor Charles Picault, jeszcze nie znając Janki! – uzyskał fundusze na jej przełomową operację od francuskiego rządu; Alain Michel, twórca Amitié Pologne a potem Fundacji EquiLibre, wprowadził ją w krąg osób, z którymi Janka rozpoczęła swoją odyseję pomocy humanitarnej.

Janka jest jednak osobą, której najbliższym i nieodstępnym towarzyszem życiowym jest ból i cierpienie. Sądzę, że większości spośród nas trudno wyobrazić sobie doznania związane z czterdziestoma, nieraz bardzo skomplikowanymi operacjami, miesiącami unieruchomienia, rehabilitacji, powracaniem do sił i ponowną ich utratą. Ból, jak twierdzi Platon w Filebie, jest zawsze doznaniem rzeczywistym i w tym sensie jest zawsze prawdziwy w przeciwieństwie do świadectwa innych naszych zmysłów albo do naszych mniemań o świecie, o dobru czy sprawiedliwości, które bywają zwodnicze. Nieżyjący już wybitny filozof Wojciech Chudy, często obecny na łamach „Znaku”, osoba w naszym kontekście bardzo wiarygodna i kompetentna, bowiem w zakresie niepełnosprawności porównywalna ze Stephenem Hawkingiem, pisał: „Horyzont przygodności, w którym żyją ludzie niepełnosprawni, jest ich codziennością. (…) Cierpienie, bezradność, zagrożenie życia, lęk, zależność od innych – to dane ich codziennej kondycji świadomościowej. Fenomenologicznie rzecz biorąc, osobom niepełnosprawnym jest zadany, jako stała struktura świadomościowa, horyzont przygodności, w którym szczególnie silną znaczeniowo rolę odgrywa przygodność egzystencjalna”. A dalej: „znane z teorii psychologicznych prawa kompensacji i sublimacji stanowią o nowych i nieoczekiwanych źródłach energii życiowej u osób niepełnosprawnych. Ludzie ci są w stanie niejednokrotnie przekroczyć ograniczenia stwarzane przez ułomność i przy owym wyraźnym motywie przezwyciężania stwarzać nowe ogólnoludzkie czy osobiste wartości. (…) Niepełnosprawność staje się w przypadkach tego typu przyczyną swoistego dodatkowego dobra. (…) Powstaje wtedy – jak to określił Teilhard de Chardin – „naddatek ducha zrodzony przez uszkodzenie ciała”.

Muszę powiedzieć, że Nietzscheański aforyzm, który urósł do rangi obiegowej „mądrości” – wedle którego „co nas nie zabije, to nas wzmocni” zawsze budził we mnie głęboki opór. Na ogół życie mu zaprzecza, a ludzie, przytłoczeni nieszczęściami i przeciwnościami, które ich nie zabijają, lecz które ich przerastają i zatruwają, stopniowo obumierają, jak drzewo, którego korzenie zalano asfaltem. Czy jednak Janka nie jest żywym dowodem na rację Fryderyka Nietzschego? Powiedziała przecież w rozmowie z Wojtkiem Bonowiczem: „…to, co mogę zrobić, to zmniejszyć obszar cierpienia (…) zobaczyłam, że cierpienie może wytwarzać dobro, że przyjmując je i jednocześnie je przezwyciężając (podkr. HW) człowiek może dawać dobre rzeczy innym (…) kiedy cierpienie trafia we właściwe miejsce, na właściwych ludzi, wydobywa z nich to, co w nich najlepsze i czym mogą obdarować innych”. „Życie to dar. A kalectwo jest jego częścią” – mówi w innym miejscu. Co za wspaniała dialektyka! Przyjmując i jednocześnie przezwyciężając cierpienie! Bo przecież „Zaakceptowanie własnej niepełnosprawności to była walka. Do miejsca, w którym jestem, szłam długo i nie była to droga usłana różami”. Janka stwierdza to samo, co Stanisław Brzozowski w swoim Pamiętniku, którego słowa, nawiasem mówiąc, stały się jednym z drogowskazów życiowych dla Józefa Czapskiego: „Nie stoicka nietykalność, ale przezwyciężenie ran odczutych”. Trzeba odczuć ranę i ją przezwyciężyć. Janka przezwycięża swoimi słowami – a zarazem całym swoim życiem – nie tylko własne rany, własny ból, ale zarazem unicestwia nietzscheańską filozofię mocy z jednej strony a z drugiej – stoicką apateję czy ataraksję. Przezwycięża je w kierunku najczyściej, najbardziej krystalicznie chrześcijańskim. I otwiera perspektywę szczęścia, bowiem „szczęście – tak jak ja je rozumiem – nie polega na usunięciu bólu, choroby, niepełnosprawności czy innych problemów. Ale raczej na przyjęciu, że one dokądś mnie prowadzą. A dokładniej – że otwierają mnie na innych – mówi Janka. Czyli szczęście to cierpienie przezwyciężone nadzieją? – pada pytanie Wojtka Bonowicza. I Janka odpowiada: Można tak powiedzieć. Choć nie samą nadzieją, ale również – działaniem.

A więc na koniec trzeba jeszcze powiedzieć kilka słów o takim działaniu, jakie wyłania się z relacji Janki. Przede wszystkim działania humanitarne, żeby być skuteczne i nie marnotrawić ludzkiego zaangażowania i innych zasobów, muszą być drobiazgowo planowane, prowadzone konsekwentnie i długofalowo (stąd też stałe misje ustanawiane przez PAH w wielu krajach), profesjonalnie – choć z cennym udziałem wolontariuszy. Pomoc humanitarna jest obszerną gałęzią wiedzy praktycznej. Trzeba się strzec sentymentalizmu. Nie oczekiwać wdzięczności – choć przyjmować ją z otwartym sercem, gdy się pojawia. Nie zawsze przyjaźnić się z odbiorcami: to bywa przeszkodą! Ale trzeba ich lubić i w ogóle lubić ludzi. Właściwa, mądra pomoc daje to, czego odbiorcy naprawdę potrzebują, ale czyni to w sposób, który nie tylko nie uwłacza ich godności, lecz przeciwnie: chroni ją i umacnia. I – co idzie w parze – przywraca nadzieję, bez której żyć niepodobna. Dawanie jałmużny przynosi więcej szkody niż pożytku. Dlatego adresaci pomocy, jeśli się da, winni być aktywnymi partnerami i uczestnikami prac – przy budowie studzien czy zbiorników wodnych, których PAH stworzyła około tysiąca, przy wznoszeniu domów i szkół. Takie partnerstwo pozwala odtwarzać więzi zniszczone w społecznościach przeoranych wojną lub katastrofą. Trzeba docierać bezpośrednio do potrzebujących i koncentrować się na sprawach podstawowych, takich jak woda, elementarna higiena, dach nad głową i edukacja. PAH zbudowała ok. 60 szkół w różnych częściach globu. Janka kładzie wielki nacisk na edukację – kształcenie w obozach dla uchodźców czy domach sierot wojennych – ale także na edukację ad intra, w Polsce, na takie prowadzenie zbiórek społecznych w kraju, by przyczyniały się one do wzrostu świadomości o ludzkich biedach. To wszystko jest firmową pieczęcią PAH.

Pomoc humanitarna wiąże się z rozstrzyganiem wielu dylematów o charakterze politycznym, jakie stwarza m.in. wymóg bezstronności, wymóg hermetycznego oddzielenia pomocy od obrony innych praw człowieka, stosunek – a raczej dystans – do sił stabilizacyjnych działających na terenie danego konfliktu, konieczność negocjacji z lokalną często straszliwie skorumpowaną biurokracją. Trzeba dokonywać szybko trudnych wyborów i podejmować stanowcze decyzje. Jance się to udawało. Z niewielkimi wyjątkami – osiągała wyznaczone sobie cele. Dlatego nie wątpię, że osiągnie te cele i teraz, w Parlamencie Europejskim, w którym, jak pisze: „pragnę skupić się na czterech sprawach: skutecznej pomocy humanitarnej w Polsce i poza naszymi granicami, reprezentowaniu osób z niepełnosprawnością, pracy na rzecz organizacji pozarządowych, i walce z zanieczyszczeniem środowiska (…) Chcę też przywrócić właściwe znaczenie słowu „polityka”. Wierzę, że polityka może być prowadzona w sposób etyczny, a jej nadrzędnym celem powinno być tworzenie wspólnego dobra”.

Janko, niechby ta nagroda była drobnym przyczynkiem do sukcesów na tych czterech a właściwie pięciu ścieżkach, którymi zmierzasz do celu w Parlamencie i w życiu, naprawiając okaleczony świat. Żebyś na tych drogach nie spadła już nigdy w przepaść, jak Ci się to zdarzyło w okolicach Sarajewa, a jeśli dostaniesz się kiedyś ponownie pod ostrzał – niech to będzie wyłącznie ostrzał rozsądnych argumentów. Tego Ci z całego serca, najgoręcej życzę!

Henryk Woźniakowski

Nie rozwiążemy największych wyzwań stojących przed Europą i światem – związanych z migracjami, jakością ochrony zdrowia, starzeniem się społeczeństw czy ochroną klimatu – z poziomu tylko krajowego parlamentu.

Janina Ochojska-Okońska o swojej obecności w PE.